Subdiakon Sergiusz Orzeszko dziękuje za wsparcie!
gru 4, 2009 Bez kategorii, Wsparcie dla Tradycji, Z życia tradycji
Salus animarum suprema lex!
Być może zauważyliście, że po raz pierwszy kieruję do Was list nie używając jednego z najpiękniejszych pozdrowień, wychwalające majestat Boży tzn: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Uczyniłem to umyślnie na skutek okoliczności, o których pragnę napisać parę słów.
Od chwili osobistego nawrócenia, które doprowadziło mnie do chrztu świętego i definitywnego zerwania z tym, co od szatana pochodzi, rozpoczął się dla mnie długi okres formacji duchowej, który trwa już dziesięć lat z tego pięć w seminarium duchownym i drugi rok w konwikcie IDP w Rzymie. Bóg wie, że nie traciłem czasu, bo w Winnicy Pańskiej robotników mało, więc trzeba robić za dwóch a czasami za dziesięciu. Po święceniach nie ma czasu na nadrabianie braków, bo się nie chciało słuchać kiedyś wykładów. Nie nadrobi się również w ciągu jednej nocy tych wszystkich lat na klęczkach w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Biada temu, który zakopał swoje talenty, bo skutki tego będą straszne, kiedy Bóg na sądzie ostatecznym stwierdzi, że ksiądz nie przyszedł ze wszystkimi duszami, które były mu powierzone zanim świat powstał. Chrystus wówczas spyta: „Gdzie jest K., która cierpiała w samotności? Gdzie jest J., który tak bardzo płakał, bo stracił rodziców? Gdzie jest O., która nie wypełniła pokuty? Gdzie oni są?. Myślę, że nikt z nas nie ma wątpliwości, że to nie są błahe sprawy. Bóg ogarnia swoim miłosierdziem wszystkich, przytula wszystkich do swojego boskiego serca i wysyła aniołów tzn. pomocników w potrzebie.
A kto nie potrzebuje anioła? My wszyscy potrzebujemy aniołów! Ja w tych ostatnich dniach potrzebowałem aż setki aniołków, takich którzy czy to modlitwą i cierpieniem, czy ofiarą pieniężną umożliwili mi przylot do Polski i zawiezienie mnie do szpitala, abym poddał się operacji. Trzeba stwierdzić, że misja się udała! Pacjent przeżył i nawet całkiem nieźle się czuje. 24 listopada powinienem wrócić do Warszawy. Jest jednak jedno małe „ale”, ponieważ sprawa okazała troszeczkę bardziej skomplikowana niż przewidywała to wstępna diagnoza i poczuwam się do obowiązku, aby wam o tym napisać.
Otóż diagnoza w Rzymie okazała się zbyt optymistyczna. Wydawało się, że jest to kwestia tylko zerwania ścięgna krzyżowego, ale tak nie było. Byłem pierwszy, który zorientował się, że coś nie gra w momencie kiedy leżąc już na stole operacyjnym i po położeniu kończyny dolnej zauważyłem resztkami sił, że staw zgiął się tylko do 110 stopni. W mgnieniu oka uświadomiłem sobie co to oznacza – w końcu jestem fizjoterapeutą. Już wiedziałem, że się nie skończy na jednej operacji. Poprosiłem Boga, żeby mnie oszczędził (jeżeli to możliwe) i odwróciłem wzrok w stronę wejścia do Sali operacyjnej. Zobaczyłem mojego chirurga, który obserwował mnie bardzo skupionym wzrokiem. Po czym pielęgniarka zasłoniła mi tułów i urwał mi się film. Nie zdążyłem nic powiedzieć. Gdy się obudziłem minęły już trzy godziny od momentu rozpoczęcia interwencji anestezjologa.
Okazało się, że artroskopia wykazała liczne wcześniejsze urazy w tym kolanie. Miałem obitą powierzchnie stawową od lat, ale wiecie jak to jest z tą młodzieżą: myślą że „poboli i przestanie” tym bardziej, że trenowałem w przeszłości lekkoatletykę i sporty wyczynowe, gdzie ból jest nieodzownym elementem treningu. Po sześciu latach bezruchu w seminarium poprosiłem mojego przełożonego o pozwolenie, żebym powrócił do sportu, żeby odreagować stres i poprawić trochę kondycję fizyczną. Dostałem zgodę i rozpocząłem między innymi przygotowania do biegu długodystansowego. Sam uraz w kolanie nastąpił na skutek głupiego poślizgnięcia podczas rozgrzewki, co wydawało mi się nienormalne, choć teraz jest już piekielnie logiczne. Gdybym nie zerwał ścięgna to beztrosko biegałbym dalej i doprowadził do nieodwracalnego zniszczenia powierzchni stawowej w bardzo krótkim czasie. W zasadzie szczęście w nieszczęściu! A może należałoby powiedzieć, że opatrzność Boża nie ma granic. Chirurgowi udało się naprawić wszystko co się dało, ale nie mógł zrekonstruować mi więzadła. To nastąpi podczas drugiej operacji wyznaczonej na połowę stycznia. Przy dobrych wiatrach stanę na nogi definitywnie w marcu 2010 roku, a po wstępnej rozmowie z Superiorem Generalnym wygląda na to, że data moich święceń diakonatu nie ulegnie zmianie. Polecę do Bordeaux 22 stycznia razem z moimi współbraćmi Jean-François Billot i Renaud Cazenove otrzymać święcenia.
Nie jest to jednak jedyna wieść, którą Chrystus nam przysyła. Jest jeszcze druga równie ważna sprawa a dotyczy ona właśnie złotej zasady: salus animarum suprema lex (zbawienie dusz najwyższym prawem). Pragnę abyście zrozumieli, że przez cały czas przygotowań do zaistnienia Bractwa św. Piotra i Instytutu Dobrego Pasterza w Polsce, Bóg przygotowuje nas do jedności, której przyczyną jest CARITAS – cnota boska. Jest to moc pochodząca nie od was, lecz za przyczyną dobrowolnej łaski samego Jezusa Chrystusa. Zatem w tym Bożym planie nie chodzi tylko o to, abyście byli świadomi, że niektórzy konsekrowani Bogu w IDP (nie mając parafii) nie mają za co pójść do dobrego lekarza, ale o to, że my wszyscy tworzymy Mistyczne Ciało Chrystusa i, że do celowo to kapłani, mając szerszą perspektywę, winni być zwornikami, aby rozdzielać pomoc najsłabszym i płaczącym spośród naszych owieczek nota bene porozrzucanych po całym kraju. Począwszy od zapoznawania was nawzajem przez nasze pośrednictwo (np. poprzez zaproszenie na kolację czy malowanie ściany, bo ktoś jeszcze nie umie tego robić) przechodząc przez wymianę informacji i uczestnictwa w skromnych, ale stałych składkach do wspólnej puli naszej fundacji Instytutu Summorum Pontificum, skończywszy na doraźnej pomocy na wzór świętej rodziny. Właśnie, święta rodzina! My kapłani chcielibyśmy mieć optymalne warunki, aby udzielać wam sakramentów Boga i doprowadzić bezpiecznie do Nieba, aby wasze życie było tak piękne jak św. Józefa, Przenajświętszej Matki i małego Jezusa.
Kończąc ten list świadczę, że zareagowaliście z pomocą niesamowicie! I jeszcze raz Wam dziękuję za zaufanie i troskę o moją osobę. Czuje się uprzywilejowany, bo któż mógłby się pochwalić, że setki dusz, które przecież mnie często nawet nie widziały na oczy, tak się zaanagażowały w bezinteresowną pomoc. Po ludzku przykro mi, że skomplikowałem plany mojemu Superiorowi, ale duchowo ciesze się, że mogę złożyć te trudne doświadczenie za Was nie tylko raz, ale przez najbliższe 100 dni na ołtarzu.
Cum ave!
sdk. Sergiusz Orzeszko IBP
Prezent Bożonarodzeniowy dla kleryka!
gru 1, 2009 Bez kategorii, Wsparcie dla Tradycji
Zbliża się Boże Narodzenie. W Wigilię, w naszych domach, obdarujemy najbliższych różnymi upominkami. W tym szczególnym dniu radość sprawia każdemu zarówno dawanie prezentów jak ich otrzymywanie. Fundacja Summorum Pontificum zachęca nas do ofiarowania świątecznego prezentu polskim klerykom z Instytutu Dobrego Pasterza. Pieniądze zebrane podczas przedświątecznej zbiórki zostaną przeznaczone na zakup „Diurnale Romanum” – czyli swego rodzaju brewiarzy zawierających modlitwy przypisane do poszczególnych godzin dnia. Taki prezent nie tylko sprawi każdemu klerykowi radość, ale przede wszystkim będzie służył jego duchowej formacji.
Koszt zakupu prezentów wynosi około jednego tysiąca złotych (1.000 zł.). Za wszystkich darczyńców raz w miesiącu sprawowana jest Msza św.
Wpłaty należy kierować na konto Fundacji Pokolenie Benedykta XVI. Instytut Summorum Pontificum, ul.Powstańców 26/20,05-091 Ząbki, numer rachunku bankowego: Alior Bank 71 2490 0005 0000 4520 5314 9406. Tytułem: „Prezent”.
Każdy wpłacający kwotę nie mniejszą niż 100 zł – otrzyma upominek książkowy.











